Ventzislav Piriankov - twórca IKON MAŁŻEŃSKICH

Przez kilka lat pracowała Pani w Afryce, co Pani tam robiła?

Do Tanzanii wyjechałam zaraz po studiach, we wrześniu 2010 roku. Pracowałam w przychodni misyjnej, która według prawa była też małym szpitalem dla 40 pacjentów.

Zajmowała się Pani między innymi kobietami w ciąży. Jak wygląda taka opieka? Domyślamy się, że jest na dużo niższym poziomie niż w Polsce…

Tak. Ale ludzie są tam przyzwyczajeni do zupełnie innych warunków. Gdyby byli świadomi tego, na jakim poziomie jest opieka w innych krajach, to może i by narzekali. Ale oni tego nie wiedzą. A opieka zdrowotna w Tanzanii całkowicie od naszej się różni, nie ma w ogóle porównania.

A co się różni?

Pracowałam w plemieniu Sukuma, które- jak na Tanzanihttp://poradniaswjozef.pl/?admę- jest bardzo duże. W tym plemieniu kobiety mają inne poczucie wartości i płodność, ciąża to dla nich temat tabu. One nawet nie mówią swojemu mężowi, że są w ciąży, dopóki ona sam nie zauważy brzucha. Nigdy nie spotkałam kobiety, która przyszłaby w pierwszym trymestrze po to, by założyć kartę ciążową. Zawsze robiliśmy to przy okazji innej dolegliwości lub choroby, np. malarii. Przy takich okazjach dowiadywałam się, że kobiety są w pierwszej fazie ciąży. Nigdy same z siebie na początku ciąży nie przychodziły po opiekę przedporodową. Zwykle koło czwartego, piątego miesiąca - wtedy, kiedy już widać powiększony brzuch. Uważały, że to dobra chwila i że mogą pójść do kliniki dla ciężarnych, założyć kartę ciąży i dostać leki.

A dlaczego dopiero wtedy?

Wydaje mi się, że przez pierwsze 3 miesiące boją się, że stracą dziecko i dlatego nie chcą mówić o tym, że są w ciąży.

Czyli trochę tak jak u nas. Niektórzy małżonkowie, dopóki ciąża nie zostanie potwierdzona, nikomu o tym nie mówią…

Tak, ale w Tanzanii tylko kobieta wie o tym, że jest w ciąży. Tam są bardzo specyficzne relacje damsko- męskie. Podczas USG wiele kobiet w ogóle nie chciało żeby był przy tym mąż czy partner, bo się wstydziły. Nie raz, kiedy odchyliłam ubranie by przyłożyć sondę - choćby to był tylko kawałek brzucha - od razu go zakrywały, bo bały się reakcji mężczyzny. One współżyją ale mimo tego wstydzą się swojego ciała. Do tego stopnia, że np. na pytanie o czas ostatniej miesiączki pewna kobieta nie odpowiedziała mi, dopóki mąż nie wyszedł z gabinetu. Po prostu przy nim wstydziła się o tym mówić.

A jak to jest z kwestią metod Naturalnego Planowania Rodziny?

Mieszkałam w małej wiosce, gdzie łatwiej było te kwestie przekazać. Bo im bliżej miast, tym więcej organizacji pozarządowych albo rządowych, które za darmo szczepią hormonami. I robią to nawet małym dziewczynkom w szkołach podstawowych. Rozdają też prezerwatywy, aby uniknąć ciąż wśród nieletnich. Mieszkaliśmy we wiosce, a tam do takich sytuacji dochodziło rzadziej. To ułatwiało sprawę. Po prostu rozmawialiśmy z kobietami o naturalnych metodach. Ja głównie z młodymi dziewczynami ze szkół. Wszystko po to, by jeszcze przed współżyciem miały pojęcie o cyklu i by w miarę możliwości z tym zaczekały. Średnia wieku inicjacji seksualnej w Tanzanii jest bardzo niska, zwłaszcza w rodzinach biednych, gdzie dziewczyny oddają się za pieniądze. Mam nadzieję, że coś zapamiętały z tych lekcji, bo kiedy zaczynałam mówić o czasie płodnym i niepłodnym to było widać, że są zainteresowane i nie chcą się faszerować hormonami. Zauważyłam też taką tendencję, że im bardziej dziewczyna wykształcona, tym bardziej jest podatna na działanie organizacji pozarządowych, „wciskających” darmowe środki antykoncepcyjne. My też dostawaliśmy prezerwatywy z naciskiem by ich używać. Owszem, jest warunkowe przyzwolenie Kościoła by prezerwatywy w Afryce rozdawać małżeństwom, które są zarażone wirusem HIV, natomiast my woleliśmy tego unikać. Antykoncepcja i wszędobylskie lobby to duży problem. Nasza przychodnia była dosyć znana i były przypadki, że przychodziły do nas małżeństwa, w których stosowano antykoncepcję, zwłaszcza zastrzyki hormonalne. Kobiety miały duże problemy i ze zdziwieniem stwierdzały, że na przykład przez 5 miesięcy nie miesiączkowały. Niewiedza w tej kwestii jest ogromna. Dziwiły się potem, że po kilku latach brania hormonów nie mogą zajść w ciąże. A wszystko przez to, że były to tzw. „końskie dawki” albo hormony testowanie na zlecenie koncernów farmaceutycznych, które w ten sposób nielegalnie testowały chińskie leki. Wszystko bez żadnej odpowiedzialności. A skutki takich testów, poza bezpłodnością, są fatalne. Widziałam to na USG: wszystko puchnie, a na jajnikach pojawiają się torbiele. Ale tam się o tym nie mówi, organizacje po prostu antykoncepcję promują i już.

A jak z tymi ludźmi rozmawia się o wstrzemięźliwości? To trudne, prawda?

Tak, szczególnie z mężczyznami. Z kobietami jest łatwo. Wiele kobiet jest wiernych. Ale to plemię jeszcze kilkadziesiąt lat temu praktykowało wielożeństwo, dlatego dużym problemem jest niewierność w małżeństwie. Na przykład ciężarne, które do nas przychodziły, pytały przez jaki czas po porodzie nie mogą współżyć. Część z nich już pod koniec ciąży była zmęczona tym stanem i nie miała siły na współżycie. My im proponowałyśmy te kilka tygodni wstrzemięźliwości po porodzie i ewentualnie przed, tak jak jest to w Polsce, ale one broniły się „rękami i nogami”. Mówiły, że nie mogą tak długo czekać, bo ich mąż pójdzie do innej kobiety. Te 3-4 tygodnie bez żony to dla nich koniec świata. Miały taki wybór: albo do ostatniego dnia przed porodem będą współżyć i krótko po porodzie zaczną znowu, albo ich mąż je zdradzi…

Rozmawiała Pani z takimi mężczyznami? Zastanawiam się co by odpowiedzieli na pytanie: „czy kochasz swoją żonę”?

Tak, pytałam o to. Uśmiechają się i mówią, że mają swoje potrzeby, są mężczyznami i taki jest ich temperament. Znam małżeństwa, które potrafią na siebie czekać, ale to byli wykształceni ludzie. Im mniej ktoś jest wyedukowany, tym jest ciężej. Tak samo jest też z podejściem młodzieży. Dlatego to takie trudne.

A jak często w waszej przychodni spotykaliście się z osobami zarażonymi wirusem HIV?

Według danych Ministerstwa Zdrowia, w regionie w którym pracowałam, 7 % osób to zarażeni HIV. Tyle, że z naszych statystyk i badań prowadzonych na czterech, może nawet pięciu tysiącach osób wynika, że jest inaczej. Aż 23 % osób to zarażeni tym wirusem, czyli o wiele więcej niż podaje Ministerstwo Zdrowia. I ta liczba wciąż rośnie. Oficjalne statystyki maleją, bo rząd chce pokazać, że walczy z HIV i AIDS rozprowadzając m.in. darmową antykoncepcję. A to nie działa. Mężczyźni, gdy usłyszeli, że są rozdawane prezerwatywy, brali je nie dlatego żeby ich użyć w odpowiednim momencie, ale po to, by zdradzić. Bo wielu uważa, że skoro je ma przy sobie, to tak jakby dostali przyzwolenie, że można zdradzić swoją żoną, bo jest się „bezpiecznym”. Nawet jeśli się ich nie użyje albo zrobi to tylko raz! To taka mentalność. To tak jak z obrzezaniem. Ministerstwo co jakiś czas robi kampanie, jeździ po wioskach i obrzezuje mężczyzn, informując przy tym, że jeśli przejdzie się taki zabieg, to zmniejsza się ryzyko zarażenia. Wtenczas mężczyźni są przekonani, że mogą robić wszystko i tak się zarażają, a potem zarażają też kobiety. My, misjonarze widzimy, że to się nie sprawdza, choć nacisk zewsząd jest olbrzymi. Ostatnio dowiedziałam się, że w Kenii próbują wprowadzić aborcję na życzenie. Jedno jest pewne: to są wielkie biznesy koncernów i firm. Tu chodzi o pieniądze, bo jeśli ma się tak wielkie społeczeństwo, kilkadziesiąt milionów w samej tylko Tanzanii, to na pewno jest to biznes dla tych, którzy mają koncerny farmaceutyczne.

To w jaki sposób wyjaśniała Pani metody NPR ? Czy była w ogóle na to szansa?

Tak, głównie tłumaczyło się obrazkami. Nikt tam nie wie co to termometr, nikt tam nie potrafi liczyć. Przed wyjazdem na misje zetknęłam się z książką przedstawiającą te metody właśnie obrazkowo: komórka jajowa potrzebuje ciepła, deszczu żeby urosła i tak dalej. Tym sposobem tłumaczyłam Tanzankom, że im więcej śluzu, tym większa szansa na poczęcie. Nie potrafiły nic więcej zaobserwować, nie znały też działania hormonów. Jeśli potrafiły liczyć, było łatwiej przekazać pewne informacje, ale zazwyczaj - np. dawkowanie leków - tłumaczyłam odnosząc się do ułożenia słońca. Ustawiałam rękę nisko, potem wysoko i znowu nisko czyli bierz tabletki rano, w południe i wieczorem. W języku Suahili ciekawe są też określenia na poszczególne części dróg rodnych kobiety. Na przykład szyjka macicy to „drzwi”, macica to „kieszeń rodzicielstwa”, a pochwa to „droga”. „Droga”, którą musi przejść plemnik by mogły otworzyć się „drzwi” do „kieszeni rodzicielstwa”.

I to są normalne określenia, którymi posługują się ci ludzie?

Tak, używałam ich podczas badań ginekologicznych.

A czego my możemy się od nich uczyć? Bo do tej pory, mam wrażenie, mówiliśmy tylko o rzeczach złych. Są jakieś pozytywy?

Tak! Przede wszystkim mieszkańcy Tanzanii to ludzie otwarci na rodzicielstwo, mimo że zdarzają się tam aborcje. Każda ciąża to dla nich wielki dar. Pomimo, że kobiety rodzą w zasadzie co roku, czy raz na 1,5 roku i są zmęczone, to potrafią przyjmować dzieci z wielką otwartością. Dla tych ludzi kobieta, która nie może dać dziecka, czy też nie chce mieć dziecka, nie jest pełnowartościową kobietą. To jest oczywiście krzywdzące, gdy z różnych przyczyn kobieta lub mężczyzna nie może mieć dzieci.

A są w stanie zrozumieć, że tak czasami bywa?

Niestety mężczyźni mają z tym problem, bo dzieci są tam skarbem i gwarancją na przyszłość, że będzie się miało opiekę na starość. Tam nie ma domów starców, wszyscy mieszkają razem i wzajemnie się opiekują. Jeśli w rodzinie jest np. sześcioro dzieci i to najstarsze po szkole zarabia pieniądze to dzieli się nimi z całą rodziną. To nie jest tak, że ono zatrzymuje te pieniądze dla siebie. Każdy jest odpowiedzialny za drugiego, za całą rodzinę. I to w nich jest niesamowite…