Ventzislav Piriankov - twórca IKON MAŁŻEŃSKICH

O. Karol Meissner OSB to seksuolog, lekarz, a także doradca małżeński i rodzinny. Mimo swego wieku, wciąż służy ludziom wiedzą, trafnym wskazywaniem przyczyn problemów, a także radą jak rozwiązać problemy w codziennym, małżeńskim pożyciu. Autor i współautor wielu książek i wydawnictw poświęconych problematyce płciowości, małżeństwa i rodzicielstwa.

Mówi się, że mamy kryzys rodziny, męskości, kobiecości, kryzys wartości. Zastanawiamy się co za 15 czy 20 lat będzie z nami, ludźmi przywiązującymi wagę do wartości? Jest się czego bać, czy Ojciec jest raczej spokojny?

Jestem z wykształcenia lekarzem. Trudno, żeby się lekarz bał jeż eli widzi chorego. Może zastanawiać się nad tym co ma. Nie chodzi o to czy się boję, czy się nie boję,tylko co mam zrobić w tej sytuacji jaka jest, kiedy te zjawiska, o których Państwo mówią, pokazują mi rzesze ludzi naprawdę nieszczęśliwych. To jest raczej pytanie: co mam zrobić z nieszczęśliwymi ludźmi? Nieszczęśliwymi ponieważ: rodzina im się sypie, nie widzą sensu życia, co stwierdzają psychiatrzy tacy jak profesor Wiktor Frankl, austriacki lekarz, który widzi że to jest powszechna choroba dzisiejszego człowieka – brak poczucia sensu życia. Co zrobić jeżeli ludzie nie widzą, że istnieje jakiś porządek moralny.

Czyli słowo kryzys jest tutaj właściwe? Mamy pewnego rodzaju kryzys kondycji człowieka?

Jeżeli jest zaraza, jakaś infekcja, to widzę że jest infekcja. Czy można nazwać to kryzysem? Ja widzę, że jest masa ludzi nieszczęśliwych i często zupełnie niepotrzebnie. Widzę n- i-e-sz-cz-ę-ś-l-i-w-e-g-o człowieka! Wszystkie te kryzysy pokazują nam biedę ludzką i niedolę. Staramy się według naszych możliwości zaradzić temu wszystkiemu głosząc, że jest możliwość odpuszczenia grzechów, że człowiek może nad sobą pracować, że ma Bożą łaskę, a Kościół Katolicki jest w tej nietypowo szczęśliwej sytuacji, że wyciąga rękę do wszystkich tych ludzi okropnie nieszczęśliwych i mówi :”nie traćcie nadziei!”.

Obserwujemy pewne zjawisko: młode dziewczyny stawiające na wartości, które nie są głupimi osobami, mają problem ze znalezieniem porządnych facetów…

A porządni faceci mają trudności ze znalezieniem porządnych dziewczyn. Bo problem polega na tym, że mężczyznę wychowuje kobieta. A kobietę wychowuje mężczyzna. Męskość i kobiecość to relacja wzajemnej zależności. A problem istotny to problem kobiety. Kobieta musi pokazać swoją wartość. Seksuolog angielski, Oswald Schwarz zauważa, że kobieta jest tak jak elipsa, piękna figura geometryczna, która ma dwa ogniska. Jedno ognisko to głowa, drugie ognisko to łono. I geniusz kobiety potrafi te dwa ogniska scalić, pogodzić. Ale są psychologowie, którzy zauważają, że ta piękna elipsa coraz częściej jest pęknięta. Kobieta bardzo często nie ma poczucia własnej wartości i godności. I to potwierdzają badania, także moje własne: ponad 50% kobiet ma trudności z akceptacją swojej kobiecości.

Na czym to polega?

Na tym, że kobiety patrząc na swoje ciało, uważają siebie za okaleczonego mężczyznę. To widać chociażby w ruchu gender. Gender to są przede wszystkim nieszczęśliwe kobiety, które ubolewają nad tym, że nie mają męskiego ciała. W ruchu gender aktywne są przede wszystkim panie i to te, które są nieszczęśliwe dlatego, że są kobietami. W nich drzemie to co usłyszałem kiedyś od pewnej dziewczyny z drugiej licealnej: „a po co są w ogóle mężczyźni i kobiety?”To je st ten niepokój. A mężczyznę i kobietę różni właśnie to, co służy przekazywaniu życia. Tymczasem one chcą się realizować. W czym się kobieta najlepiej realizuje? Ano w głowie, bo robi to lepiej niż mężczyzna. Może być w tym lepsza od mężczyzny, ale jeśli realizuje się w głowie, to nikt jej nie zastąpi w łonie. I wtedy nie chcemy mieć dzieci, dziecko nam przeszkadza, rodzina jest bez sensu, małżeństwo też, bo właściwie po co małżeństwo? Jeżeli kobieta nie szanuje siebie jako kobiety, jako matki, to pozbawia mężczyznę szacunku do tego, że on może być ojcem.

Skoro ta postawa jest tak bardzo sprzeczna z naturą człowieka, dlaczego gender nie budzi zdecydowanego, powszechnego sprzeciwu?

Źródłem tego wszystkiego jest brak poczucia sensu życia.

Tak, tyle, że współczesny człowiek to byt bardzo świadomy. Świadomy swojej wiedzy, ufający nauce i poznaniu .Zastanawiamy się wręcz czy samoświadomość, kontrola własnego życia to nie zmora naszych czasów? Wręcz religia, cel nadrzędny. Są przecież tacy, którym się wydaje, że w imię fałszywie pojmowanej odpowiedzialności mogą „grzebać” tam gdzie nikt z nas nie powinien…

Tak, tyle czy warto? Jaka jest tego wartość? Czy ta manipulacja cokolwiek, realnie przynosi człowiekowi jeżeli chodzi o jego bytowanie ludzkie? Co jest ważniejsze -być czy mieć? Osoba ludzka – to ktoś czy coś? Człowiek przez gender jest traktowany jak przedmiot, który określa się, w tym przypadku sam, niestety tylko tak jak rodzaj męski, żeński czy nijaki rzeczownika… I to jest to: człowiek przestaje w sobie widzieć człowieka. Potencjalnego ojca, matkę, mimo że to jest sens kobiecości i męskości. A co gorsza, dzisiaj także młodzi ludzie, gdyby przeanalizować ich osobowość, w większości czują się niekochani. Pcha się im do ręki prezerwatywy wysyłając tym samym sygnał: ty jesteś niepotrzebny! No bo jeśli się mówi, że trzeba się chronić przed „niepotrzebnym” dzieckiem to co on o sobie ma myśleć? Przecież to podstawowe pytanie, które człowiek sobie zadaje: czy jestem potrzebny? I mamy dramat, dramat świata ludzi, którzy są przekonani, że są niekochani…

W takim razie czy jesteśmy w stanie właściwie odczytywać własną i cudzą seksualność? Bo obserwujemy z jednej strony rozwiązłość, a z drugiej mamy ludzi, którzy bardzo często zachowują powściągliwość, ale tę niewłaściwie pojmowaną. Tak jakby się bali pewnych kwestii…

Są cztery języki w jakich można mówić o miłości: poetycki, ascetyczny, język erotyczny, i czwarty- biologiczny. I w gruncie rzeczy, który wybrać? Jest jeden sposób. Trzeba mówić prawdę, nazywać rzeczy po imieniu, ale tak by podkreślić sens i piękno ludzkiej seksualności. Nie wolno żartować, być rubasznym czy ordynarnym. To dowód na to, że czegoś nie wiemy. Problem polega na tym, że ulica jest pełna tego co Anglicy nazywają unformal czyli słów nieprzyzwoitych, a jak trzeba użyć słów formalnych, naukowych to ludziom robi się wstyd. A to jest kwestia akceptacji siebie i innych. Dwie trzecie kobiet ma problem w przeżywaniu swojej kobiecości! Nie żartuję! Nierzadko otwarcie chcą w swoim życiu białego małżeństwa. A mimo to zawierają sakrament. Jeszcze trudniej jest z mężczyznami, bo oni wciąż wątpią w swoją sprawność seksualną. Zastanawiają się czy mają „TO” wszystko dostatecznie duże, czy „TO” będzie sprawnie funkcjonowało! Mężczyźni są chorzy na punkcie identyfikacji. Czym jest homoseksualizm? Ano szukaniem potwierdzenia własnej męskości w drugim mężczyźnie, próbą nabrania tej męskości. Ale tak się nie da, bo męskości można tylko nabrać w kontakcie z kobietą. I tu się koło zamyka. Brak akceptacji to także brak czułości. Chyba, że czułością nazwać zachowania typu: „Posuń się Kaśka, teraz będę cię używał… „

Nie? Aż tak?....

Tak, tak. Wszystko wynika z braku właściwego zrozumienia człowieka...