Ventzislav Piriankov - twórca IKON MAŁŻEŃSKICH

Nie ilość a jakość. Czyli słów kilka o relacji- rozmowa z o.Ksawerym Knotzem

Tym razem publikujemy wywiad z ojcem Ksawerym Knotzem, kapłanem zakonu Braci Mniejszych Kapucynów. Ojciec Knotz jest rekolekcjonistą, duszpasterzem małżeństw, a także autorem wielu publikacji na temat seksualności człowieka. Napisał między innymi cenioną przez wielu książkę „Seks jakiego nie znacie. Dlamałżonków kochających Boga”.

Justyna i Kuba Witkowscy: Część osób odnosi wrażenie, że Kościół w kwestiach antykoncepcji, płodności czy seksualności człowieka operuje jedynie zakazami. Mówi „nie bo nie”, tak jakby chciał ludziom i to odpowiedzialnym utrudniać przemyślane życie. Czy to prawda?

o. Ksawery Knotz: Ja mam całkiem odwrotne doświadczenie. Mówię o tym, o czym Kościół naucza: jak budować więź między mężczyzną a kobietą, między mężem a żoną i że to wszystko trzeba robić w poczuciu wzajemnego szacunku i zrozumienia. Dla własnego ciała, płodności i seksualności. Wtedy ludzie odkrywają, że Kościół na to wszystko czego tak naprawdę pragnęli, pozwala. A te granice normalnemu, zdrowemu małżeństwu, które naprawdę się kocha i które jest odpowiedzialne za siebie, w ogóle nie przeszkadzają i są przez ludzi postrzegane jako bardzo szerokie. Można popatrzeć na to z innej strony i zobaczyć, że ta przestrzeń wolności, którą daje etyka Kościoła jest po prostu olbrzymia. Wcale nie chodzi o to by nakazywać, czy zakazywać, ale o to tylko, by człowiek odkrył, że jest droga, która sprawia, że się coraz lepiej rozumiemy, kochamy, że nasze współżycie jest coraz głębsze i ma coraz lepszą jakość. I że też jest wspaniałe, a nawet bardziej satysfakcjonujące, niż współżycie nie normowane żadnymi zasadami, takie które właściwie opiera się tylko na zaspakajaniu popędu seksualnego.

JJW: Czyli można powiedzieć, że wokół poglądów Kościoła na temat seksualności człowieka narosło sporo mitów? Te mity powodują chyba to, że nawet ci, którzy w Kościele są, mają przekonanie, że chrześcijańska wizja w tej materii nie ma nic wspólnego z rzeczywistością.

oKK: Tych mitów jest bardzo dużo. Mamy problem z rozmawianiem o więzi międzyludzkiej w szerszym kontekście. Na przykład wychodząc od pytania: jak budować więź, która jest trwała i ma szansę przetrwać kryzysy, które bez wątpienia w związku się pojawią. Nie bardzo jesteśmy w stanie zrozumieć naukę Kościoła w tej kwestii. Trafiają do nas strzępy informacji, które wkładamy w swoje ramy, konteksty i to wydaje się nam bliskie. Dlatego często widzę, jak całkiem sensowny pogląd bywa interpretowany całkiem inaczej.

JJW: Na przykład jaki pogląd?

oKK: Choćby to, że Kościół uznaje za oczywiste to, że ludzie którzy się kochają i są w związku małżeńskim, będą chcieli mieć dziecko. Ale to wcale nie znaczy, żeby mieć dużo dzieci, rodzić bez względu na zdrowie i możliwości ekonomiczne. Kościół nie mówi też, a tak się często uważa, że dla chrześcijanina tylko prokreacja jest ważna, a nie liczy się jedność i więź małżonków. Fałszem jest też pogląd, że dzieci i ich liczby nie można planować. A niestety tak niektórzy myślą, choć to nie jest nauka Kościoła. Poczęcie i rodzenie dzieci to wspólna i wolna decyzja małżonków. Jest zasadnicza różnica między małżeństwem dysfunkcyjnym z ojcem alkoholikiem, który w swojej chorobie zaspokaja swój popęd nie licząc się z żoną i tym sposobem rodzą się dzieci, a innymi małżeństwami, które w dzieciach widzą wielką wartość i są gotowi na urodzenie i wychowanie kolejnych maluchów. Kłamstwem jest to, że kryterium dobrego małżeństwa, rozumianego po chrześcijańsku, to ilość dzieci, że im bardziej liczne potomstwo, tym bardziej religijne i katolickie małżeństwo. Ważna jest nie ilość potomstwa tylko więź, która się tworzy. Bo może być tak, że wraz z pojawieniem się kolejnych dzieci więź małżonków zacznie zanikać, a u innych małżeństw właśnie więź będzie wzrastać i to trzeba właśnie umieć rozeznać. A jak więź wzrasta to małżonkowie mają też większe zaufanie do Pana Boga i pomimo trudów życia, widzą że wypełniają Jego wolę i powołanie. Dlatego nie można się śmiać i mówić, że rodzina wielodzietna to rodzina na pewno patologiczna. Tu trzeba oceniać więź, a wtedy decyzje takich ludzi widzimy zupełnie inaczej.

JJW: Weszliśmy na płaszczyznę relacji międzyludzkich. Kościół mówiąc o tym, że antykoncepcja nie jest dobra, wyraża się również w kontekście relacji, prawda?

oKK: Zdrowa relacja może się rozwijać wtedy, kiedy towarzyszy jej szacunek dla męskości i kobiecości. Dzisiaj dużo mówi się o męskości i kobiecości, domagamy się bezwzględnego szacunku dla ludzkich przeżyć w tej kwestii, nawet tych bardzo subiektywnych, a nie dostrzegamy, że właśnie szacunek dla męskości i kobiecości wyraża się w tym, że naszą relację miłosną budujemy w szacunku dla ciała drugiej osoby. Dlatego w przypadku szacunku dla mężczyzny nie próbujemy go sterylizować, żeby można było z nim bezpiecznie współżyć i tak samo odnosimy się do kobiety. Nie pozbawiamy jej cyklu, płodności, owulacji, miesiączki. To jest cecha, która jest po prostu cechą dla kobiety fundamentalną, podstawową. Tak jest zbudowana, z całym swoim układem hormonalnym i psychiką. Nie można uderzać w kobietę, w jej cielesność i psychikę, za pomocą antykoncepcji, żeby stłumić w niej -z różnych względów- kobiecość. To bardzo ważne. Jeśli szanujemy naszą męskość i kobiecość, jesteśmy w stanie stworzyć szczęśliwą więź i szczęśliwe życie seksualne w poszanowaniu własnego ciała.

JJW: Wielokrotnie można usłyszeć, także od mężczyzn, takie słowa: akceptujemy antykoncepcję, bo żona dzięki temu czuje się bezpieczniej. A ja robię to dla niej, z miłości i nie zmuszam jej do niczego. Co takim osobom odpowiedzieć?

oKK: Rzeczywistość najczęściej nie jest tak różowa, jakby się wydawało. Trzeba zadać sobie pytanie jaki jest tego powód i jakie są tego motywy. Często okazuje się, że jest to pomysł na życie, które daje pozorne bezpieczeństwo, bo w kobiecie jest olbrzymi lęk przed swoją płodnością i akceptacją swojej płciowości. Mężczyzna w takich sytuacjach bywa za mało wrażliwy na kobietę i nie słyszy ważnych komunikatów. Ostatecznie okazuje się, że ta relacja wcale się tak dobrze nie układa. Po raz kolejny można się przekonać, że ważne jest to jak myślimy o ciele, o naszej męskości i kobiecości, jak je przeżywamy, jak wygląda nasza duchowość, jaka jest nasza relacja z Bogiem. To wszystko ma wpływ i jeśli się ktoś nie zastanawia, po co jest jego ciało, to może nawet nie widzieć tego problemu.

JJW: Czyli to jest kwestia tego, w jaki sposób traktujemy naszą płodność, nie moją i twoją, tylko naszą? Czy myślimy o niej jak o wrogu czy sprzymierzeńcu, prawda? Bo przecież z płodnością można walczyć...

oKK: Tak i dlatego nie ma sensu rozmawiać o pigułce, którą para zażywa i jest do niej przekonana, tylko o tym, czy w tym duecie płodność to wróg czy sprzymierzeniec. Wtedy otwiera się nowa perspektywa myślenia. Bo seks można traktować bardzo popędowo, jak sport. Można też psychicznie, żeby się poczuć bardziej męsko lub kobieco. To są realne ludzkie potrzeby ale one jeszcze nie wyczerpują relacji pomiędzy małżonkami. Jeśli nie ma głębszego odniesienia do relacji, człowiek próbuje za wszelką cenę sprawdzać i udowadniać, że jeszcze się coś między nami dzieje. W każdym człowieku coś innego siedzi. Co para to inny przypadek. Żona nie chce współżyć i być może są to tylko kwestie biologiczne, może jest przemęczona, ale może też być tak, że jak miała 10 lat była molestowana i teraz po prostu seks kojarzy jej się z nadużyciem i mężczyzna jest dla niej zagrożeniem. Musimy szukać, słuchać, stworzyć ludziom przestrzeń dojrzewania, żeby mogli coraz bardziej rozumieć swoje życie. Jedna miarka dla wszystkich nie wystarczy i dlatego nie można tak po prostu powiedzieć: „Wy szukacie tylko przyjemności, jak egoiści hedonistycznie nastawieni do życia...” Niekoniecznie tak musi być.

JJW: Czyli Kościół, w momencie gdy kogoś takiego „ma na widelcu” wcale nie chce go rozstrzelać?

oKK: Nawiąże do tego co powiedziałem wcześniej. Załóżmy, że ta kobieta, która bardzo chce używać antykoncepcji, bez niej nie wyobraża sobie współżycia, do tego stopnia, że w przeciwnym razie jest zdolna żyć bez seksu nawet rok. Po prostu to jest warunek podjęcia zbliżenia. Można by uznać, że antykoncepcja to zło i już. Ale moglibyśmy nie dostrzec innego, głębszego problemu. Jej mama przez całe lata utwierdzała ją w przekonaniu, że jej małżeństwo zepsuje się gdy pojawią się dzieci. Mąż przestanie ją szanować, stanie się nerwowy, a ona będzie siedziała tylko w pieluchach. I ta kobieta tak się boi dzieci, że za wszelką cenę chce przedłużyć ten okres bez dzieci. Okazuje się więc, że antykoncepcja to nie problem podstawowy. Trzeba zająć się czymś poważniejszym, a to wymaga głębszego spotkania z samym sobą i z Bogiem. Dopiero wtedy zaczyna się powolna przemiana człowieka, który zaczyna rozpoznawać, że wpadł w pułapkę. Jest wtedy taka wewnętrzna siła,która go zaczyna prowadzić w zupełnie innym kierunku i pomaga rozwiązać bardzo różne problemy. Potem finałem tej drogi jest szczęście małżeństwa, które zaczyna się kochać z szacunkiem dla swojego ciała, męskości i kobiecości. Małżonkowie widzą, że na tej drodze buduje się więź małżeńską i antykoncepcja przestaje w ogóle być tematem. Tak jak dla innych ludzi wibrator z sex shopu. W ogóle nie przyjdzie im do głowy, żeby z tego skorzystać, bo mają całkiem inne doświadczenie życia, miłości, seksualności, rozumienia swojego ciała.

JJW: I Naturalne Metody Planowania Rodziny są wtedy zwykłą konsekwencją potrzeb takiego małżeństwa?

oKK: Tak, wtedy rodzi się pytanie, jak możemy poznać to, co się dzieje w naszym ciele, w ciele tego, którego szanujemy i kochamy. Dzięki temu nie wiążemy się z subiektywnymi przeżyciami na temat naszych potrzeb i pragnień, tylko chcemy drugą osobę lepiej zrozumieć, poznać i zaakceptować.